Projektujemy praktyki bezpieczeństwa i wdrażamy je w Waszym procesie — tak, żeby zespół dowoził w swoim tempie, a dowody dla audytora i klienta enterprise powstawały przy okazji normalnej pracy.
Projektujemy, jak bezpieczeństwo ma być wpięte w Wasz sposób pracy — i wdrażamy to, a nie tylko opisujemy.
Wdrażamy modelowanie zagrożeń jako stały element projektowania funkcji — nie jako jednorazowy warsztat, który umiera po kwartale.
Wpinamy analizę kodu, zależności i konfiguracji tam, gdzie zmiany faktycznie powstają — żeby problem wychodził przy pisaniu, nie przy wydaniu. Progi dostrajamy tak, żeby sygnał był użyteczny, a nie żeby zaliczyć checklistę.
Dajemy Wam sposób, żeby udowodnić, co dokładnie znalazło się w wydanym produkcie i skąd pochodzi — wtedy, gdy pyta o to klient albo audytor.
Budujemy warstwę, na której pracują Wasze zespoły: wzorce wdrożeniowe, szablony i domyślne ustawienia, które są bezpieczne od pierwszego użycia. Deweloper nie musi pamiętać o konfiguracji — dostaje ją gotową.
Kiedy zespół ma już kompetencje i potrzebuje kierunku, a nie wykonawcy — pracujemy jako wsparcie decyzyjne. Przeglądy architektury, wybór narzędzi, rozstrzyganie sporów technicznych, przygotowanie do audytu.
Wdrożenie w zespole, który ma już uporządkowany proces, to inna praca niż w firmie, gdzie wszystko trzeba zbudować od zera. Dlatego zaczynamy od diagnostyki — bez niej zakres byłby zgadywaniem.
Jeden obszar, jeden zespół. Na przykład: automatyzacja kontroli w procesie budowania.
Pełne wdrożenie: proces, modelowanie zagrożeń, automatyzacja, dowody.
Dla firm, które chcą rozwijać proces w czasie, a nie zamknąć go jednym projektem.
Rozliczamy etapami: za każdy kolejny płacicie, gdy poprzedni dał widoczny efekt, a stałą opiekę możecie zakończyć z miesiąca na miesiąc. Jeśli poprzedziliście wdrożenie diagnostyką u nas, jej koszt uwzględniamy w wycenie.
Zmiany są w Waszym systemie, uruchomione i przetestowane na realnej pracy zespołu. Wersjonowane i odwracalne — jeśli coś nie działa, cofa się jedną komendą.
Po wdrożeniu przekazujemy mechanizm z dokumentacją i szkoleniem — i macie wybór. Możecie prowadzić go sami albo zostawić go pod naszą opieką: aktualizacje narzędzi, reakcja na nowe podatności, dostrajanie progów, wsparcie przy audytach i ankietach od klientów. Rozliczamy to miesięcznie.
To, czego żąda audytor albo klient enterprise, generuje się przy okazji normalnej pracy. Zamiast zbierać dowody wstecz przed audytem, po prostu je pokazujecie. Zamykamy techniczną warstwę wymagań; część organizacyjną i prawną prowadzicie z Waszym zespołem i doradcą — na tych samych dowodach.
Proces budowania i wdrażania ma dostęp do wszystkiego. Zabezpieczamy go tak, żeby przestał być n…
Zobacz obszar →Klaster uruchomiony w domyślnej konfiguracji działa poprawnie i jest otwarty. Zamykamy go, nie p…
Zobacz obszar →Konfiguracja chmury i uprawnienia opisane kodem — sprawdzane, zanim powstaną, nie po incydencie.…
Zobacz obszar →Tak, w zakresie uzgodnionym pisemnie przed startem. Zwykle wystarczy dostęp do konfiguracji procesu budowania i ustawień organizacji — nie do całego kodu. Stosujemy zasadę minimalnych uprawnień również wobec siebie.
Tak, ale nie na pełen etat. Potrzebujemy kontaktu z osobą, która zna system, i przeglądu naszych zmian przez zespół — to standard, nie dodatkowe obciążenie. Pracujemy razem z Waszym zespołem, w jego rytmie.
To jest właściwe pytanie i traktujemy je poważnie. Kontrola, która wydłuża budowanie o kwadrans albo sypie fałszywymi alarmami, zostanie wyłączona w ciągu tygodnia — i słusznie. Dlatego mierzymy wpływ na czas budowania i stroimy progi tak długo, aż sygnał będzie użyteczny.
Nie. Pracujemy na standardach i narzędziach, które Wasz zespół zna albo szybko pozna — nie na autorskiej metodyce, którą rozumiemy wyłącznie my. Po wdrożeniu potraficie prowadzić to sami; jeśli nie potraficie, źle wykonaliśmy pracę.
Co innego, gdy sami chcecie to oddać. Wtedy zostajemy na stałej opiece: aktualizacje, nowe podatności, dostrajanie progów, wsparcie przy audytach. To wybór, nie warunek — i da się z tego wyjść z miesiąca na miesiąc.
Można, jeśli macie świeży raport z audytu albo dokładnie wiecie, czego chcecie. Ale wtedy wycena opiera się na Waszych założeniach, nie na naszym pomiarze — i ryzyko, że zakres okaże się inny, leży po obu stronach. Zwykle taniej wychodzi zacząć od diagnozy.
Powiemy Wam to od razu i zaproponujemy zmianę zakresu. Dokończenie wdrożenia, o którym wiemy, że nie rozwiąże Waszego problemu, byłoby marnowaniem Waszych pieniędzy i naszej reputacji.