Sygnał wtedy, gdy naprawdę coś się dzieje.
Zaczynamy od ustalenia, co ma być widoczne — nie wszystko naraz, tylko zdarzenia, które faktycznie coś znaczą, bo zalew alertów kończy się ich wyłączeniem. Budujemy jeden widok pokazujący, czy proces i środowisko są w porządku, żeby zarząd nie musiał pytać zespołu o stan bezpieczeństwa. Alerty kierujemy do osoby, która może zareagować, razem z opisem, co z tym zrobić. Na koniec symulujemy zdarzenie i sprawdzamy, czy powiadomienie rzeczywiście dotarło — bo monitoring niesprawdzony w praktyce jest założeniem, nie zabezpieczeniem.